
oh shit, nie powiem czego mi się chce ale mi się chce...
skomentuj (2)początek roku wcale nie jest łatwy... z resztą dlaczego miałby być? przecież to taka sama pora roku jak jego środek czy koniec... początek roku to czas planowania kolejnych 12 miesięcy. Nie tylko w życiu, w pracy też i to jest dużo bardziej męczące. Do przygotowania strategii trzeba zanalizować grupę docelową. Najlepiej zrobić to jak najdokładniej bo wtedy można wyciągnąć jakieś ciekawe wnioski. Wczoraj doszłyśmy do wniosku, że jestem przedstawicielką naszej grupy. Dzisiaj ją zanalizowałam i wyszło, że oni prawie nic nie robią - podstawowe sposoby spędzania wolnego czasu to rozmowy z rodziną, pielęgnowanie, ogródka, prace domowe... załamałam się lekko bo nic ciekawego wymyślić za bardzo nie można a do tego to nudna wydaje się ta grupa strasznie. I ja mam być jej przedstawicielką??? no nie, halo, przecież ja jestem inna! ale kiedy dzisiaj wieczorem wracałam do domu zaczęłam się nad tym zastanawiać - jak wygląda mój dzień. Czy na podstawie jednego można wnioskować o wszystkich? czy ja rzeczywiście prowadzę takie ciekawe życie, żeby się oburzać na te wyniki badań? Mam 28 lat, wykształcenie wyższe, pracuję, stan cywilny - panna, mieszkam w dużym mieście, zarobki powyżej średniej. W tygodniu wstaję do pracy ok 7.30 (hahaha - zaśmiał się mój budzik), ok 8.20 wychodzę do pracy, ok 9.20 docieram do biura. Cały dzień spędzam przy biurku, przed komputerem. Cieszę się jeżeli telefon nie dzwoni za często. Od czasu do czasu pójdę na papierosa, głównie po to żeby wstać i trochę chociaż odetchnąć (niekoniecznie od pracy, czasami tak po prostu). Raz na jakiś czas mam ze sobą swój obiad więc czasami go zjem. W innych przypadkach coś zamówię, kupię w sklepie obok albo głoduję do wieczora. Z pracy wychodzę powiedzmy, że ok 18-18.30 (standard) chociaż zdarza się, tak jak dzisiaj, że później (dzisiaj o 20.30 ale bywało i o 22). Idę na przystanek, wracam do domu, włączam komputer i tvn24. I tak przez większość dni. Faktem jest, że nie oponuję za bardzo jak ktoś postanowi zagospodarować mi wieczór - wczoraj byłam na zakupach i masażu, jutro idę do kina. W weekendy czasami mam szkołę a czasami śpię do oporu i nadrabiam zaległości towarzyskie. Nie podoba mi się opcja życia od weekendu do weekendu. Muszę wymyślić sposób zróżnicowania swoich dni bo za żadne skarby nie chcę stać się typową przedstawicielką mojej grupy docelowej...
skomentuj (0)
no i od wczoraj leci mi kolejny rok życia... świętowanie było małe, w gronie znajomych w knajpie... towarzystwo z różnych moich stron czyli trochę burków, trochę z pracy, trochę ze studiów ;) bałam się, że jakoś to się nie zgra za bardzo ale chyba nie było nawet tak źle... nie ze wszystkimi udało mi się porozmawiać :/
urodziny, koniec roku... cholera, jedno i drugie zazwyczaj do jakiś podsumowań czy przemyśleń skłania... ale dobra, podsumujmy sobie mijający rok...
założenia na 2007 były dwa:
- zmienić pracę
- zakochać się
pierwsze udało się zrealizować - od lipca popylam już w nowej fabryce... całkiem mi tam dobrze, nawet bardzo dobrze... dostałam awans, podwyżkę, robię nowe rzeczy... tak, tutaj jest wszystko jak najbardziej ok.
drugie... okazało się, że zakochać się jest jednak trudniej niż zmienić pracę... miłosnych podbojów w tym roku nie było... była jedna przygoda z M, która wiadomo jak się skończyła... trwała z resztą tylko jeden wieczór i oprócz tego, że zamieszała mi w głowe to w sumie trochę dobrego też zrobiła... uwolniła moją głowę od pana K... i połechtała trochę moje ego - tego nie da się ukryć.
poza tym co się działo... byłam w maroko, spędziłam weekend w hotelu grand w sopocie, kolejny pobyt w grandzie nie skończył się dla mnie za dobrze ale w sumie też było fajnie, zamieniłam komputer na laptopa, kupiłam kanapę, zrobiłam kuchnię w mieszkaniu, zaczęłam mówić więcej o sobie, schudłam ładnych parę kilo (niestety jeszcze za mało), wybory wygrała partia, na którą głosowałam, byłam na koncercie Genesis, byłam na imprezie urodzinowej salonu24.pl, byłam w Krynicy w spa dr Eris, uczyłam się tańczyć dżajfa i salsę z tancerzami z TzG a salsę też w klubie... w sumie to nudny ten rok nie był ;)
eh, już od dłuższego czasu się zbieram, żeby się ty wypisać... ciężkie dla mnie były jakoś te ostatnie tygodnie... cieżkie nawet nie ze względów służbowych, trochę ciężkie ze względów rodzinnych (mama w szpitalu ale już wszystko dobrze)... kiepsko jakoś ze mną było w sensie psychicznym czy emocjonalnym... szczerze powiedziawszy to jakoś się rozsypałam trochę... może jak się idzie ze sobą do przodu przez dłuższy czas to czasami trzeba zrobić krok w tył? to miał być okres obserwowania samej siebie, reakcji, uczuć, odczuć... no niczego pozytywnego raczej nie obserwowałam :/ byłam zmęczona, absolutnie rozkojarzona, niepozbierana, zapominałam o wszystkim i o wszystkich, zaniedbałam w tym czasie sporo osób...
to wszystko oczywiście ma jakąś wspólną płaszczyznę... to jest to o czym głośno czy nawet w ogóle mówić nie lubię... to jest m.in to przeświadczenie o ostrzeżeniu wypisanym na czole... już kiedyś ktoś się z tego śmiał i próbował przekonać mnie, że jest inaczej... jakoś nic dobrego z tego nie wyszło... no, może kilka miłych chwil (w sensie dosłownym) ;)
na naszej klasie przybywa ludzi... część wstawia zdjęcia męża/żony, dziecka... a ja zdjęcia z Sopotu, Krynicy... nie przemawiają do mnie wcale twierdzenia części znajomych (nie tych z naszej klasy), że nie mam im czego zazdrościć bo to raczej oni zazdroszczą mnie... nie wierzę w to niestety :/ jak to jest, że niektórzy potrafią jakoś sobie to wszystko poustawiać? ja jestem chyba pozbawiona jakiegoś modułu ;)
dzisiaj śniło mi się znowu, że jestem w ciąży... w nocy byłam absolutnie świadoma tego, że to sen tylko ale jak się budziłam to z wielkim uśmiechem i rozkoszą przekładałam się na drugi bok, żeby jak najszybciej znowu pogrążyć się w tym śnie... tak, chciałabym tego bardzo - chciałabym w końcu spotkać kogoś w kim zakocham się ja, kto zakocha się we mnie (to nie jest łatwe zadanie) i z kim mogłabym mieć dziecko... może się starzeję poprostu? wróżka przepowiedziała mi ostatnio ciążę w ciągu roku ;) wróżka była taka imprezowa więc raczej w miarę mało wiarygodna ale pośmiać się można przecież :)
a co jeżeli ja tego chcę a to mnie nigdy nie spotka?
nie jestem ideałem, nikt nie jest... nie mam łatwości nawiązywania kontaktów i zazdroszę każdemu kto taką cechę posiada (a mam kilka takich osób w otoczeniu najbliższym więc zazdroszczę często)... zazdroszczę przebojowości, spontaniczności, szaleństwa... żeby mnie polubić trzeba mnie poznać bo przy pierwszym spotkaniu nie zbieram za wielu punktów raczej...
koniec roku się zbliża i chyba czas jakiś podsumowań się zbliża... może dlatego ta końcówka roku taka dla mnie ciężka?
ostatnio funkcja reset chodzi mi po głowie... nie dotyczy ona bynajmniej mojego nowego fajnego kompa ale mnie samej... jakoś mam ochotę zrobić restart ale nie za bardzo wiem jak...
co to jest pykanie? oj, już widzę jak Wasze szare komóreczki się obijają o siebie i kombinują... może będzie Pomysłowy Dobromir będzie grany i się żaróweczka zaświeci? ;)))
już dzisiaj mi przeszło w sumie a jeszcze chwila i będzie na drugiej stronie... hahahaha, jestem mistrzynią niedopowiedzeń i dwuznaczności! ;))
hahahaha, myślałam, że pykanie zostanie takie bezbolesne jak było na początku... ;) muszę się skupić nad tym, żeby takie pozostało ;)
dobrze sobię radzę na wirażach... na prostej odpadam...
wczorajszy wieczór był rewelacyjny... spotkaliśmy się w Między, żeby pożegnać naszego M. bo od przyszłego tygodnia w nowej fabryce będzie popylał... przyszedł prawie cały nasz stary zespół + przyjaciele... siedzieliśmy sobie przy piwku, gadaliśmy, śmialiśmy się... był nawet speach całkiem wzruszający a jak w pewnym momencie odśpiewaliśmy 'sto lat' to mimo, że M. tego nie lubi to chyba jednak się wzruszył nieco i łezka się zakręciła ;) dostał też od nas całkiem fajne prezenty... mam nadzieję, że plakat będzie wisiał w centralnym miejscu przy jego nowym biureczku ;))
przy okazji oczywiście odbyło się kilka rozmów na temat starej fabryki, mojej nowej... nie chciało mi się w pewnym momencie już tego słuchać więc się przesiadłam i zaraz poszło, że strzeliłam focha... Kochani, wy mnie jeszcze nie widzieliście strzelającej focha... przesiadłam się bo jakoś mi tak atmosfera nad głową zgęstniała potwornie, jakoś mnie zmęczyło to gadanie...
tęsknię za nimi... za moimi facetami z zespołu... dzisiaj na gadu z MB urządziłyśmy sobie pogawędkę wspominkową... bardzo dużo tych wspomnień nam zostało stamtąd... i te wyjścia na 'jedno piwo'... i te imprezy w firmie... siedzenie po godzinach bo się nie chce ruszyć nikomu... wyjazdy wspólne...
ja tam miałam niezłą lekcję życia... ale nie takiego ekstremalnego tylko właśnie takiego normalnego... 3,5 roku z 9 osobami i każda z nich inna... nie oszukujmy się, nie ze wszystkimi te relacje były takie same... najbardziej jestem związana z 4 facetami + chyba właśnie MB (która jest mega mądrą osobą)... i za tymi facetami tęsknię... jeden przyszedł do tej samej fabryki robić ale to już nie to samo (chociaż jego obecność bardzo mnie cieszy)... tego co tam mieliśmy już się nie powtórzy ale na szczęście nadal w pewnym sensie trzymamy się razem...
i jeszcze usłyszałam coś na temat 'toksyczności' naszego zespołu co jest dla mnie w ogóle jakąś paranoją...
w nowej fabryce jest w porządku... miałam ostatnio spotkanie z moimi szefowymi i powiedziały, że są ze mnie bardzo zadowolone, że dobrze im się ze mną pracuje i podoba im się to co i jak robię... fajnie :) opracowałyśmy cele do awansu i chyba w ciągu najbliższego miesiąca, może dwóch się z nimi uwinę...
poza tym co się dzieje? mierzi mnie polityka ale mimo wszystko nadal się nią katuję... idę dzisiaj do kina na Lakier do włosów... sprawdzałam bardzo często swoją skrzynkę na goldenline... teraz będę czekać na mrugającą kopertę gg ;) taką małą podjarkę sobie zafundowałam... chyba czasami jest potrzebna ;)
lista jaka jest taka jest... może z czasem będą się na niej pojawiać nowe pozycje...
ad pkt 2. - Aśka, ja muszę taką informację mieć a co potem się stanie to już inna sprawa... powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że nie należy mówić 'nigdy' ani 'zawsze'... oczywiście bycie osobą dodatkową nie jest upragnioną pozycją w jakimkolwiek związku... i właśnie dlatego mogę powiedzieć, że z dużym prawdopodobieństwem dziewczyna/żona mogą spowodować zmianę statusu znajomości...
podobno ostatnio zostałam zharmonizowana... tak mówi mSz... i podobno powinnam to odczuwać... czy tak jest? nie wiem... wiem za to, że od jakiegoś czasu pojawiają się wrażenia, uczucia, których wcześniej nie miałam... obca mi była kiedyś faza samozachwytu... a jakiś czas temu miewałam dni pt. jaka ja jestem zajebista! nie to żeby minęły i teraz było dowrotnie... teraz to jest trochę bardziej ustabilizowane i wyszło z tego ogólne zadowolenie ze swojej osoby... poza tym kilka razy złapałam się na jakimś dziwnym samopoczuciu... dziwnym, nowym ale pozytywnym i przyjemnym... i trudno mi nawet powiedzieć czy to uczucie czy siła jakaś gdzieś w środku... nie wiem nawet jak ją opisać - to takie poczucie, że to już zaraz, za chwilę, bardzo blisko... nie wiem co, kiedy i gdzie ale pojawia się jaka taka pewność... to tak naprawdę były minuty póki nie zaczęłam zastanawiać się co się dzieje... ale coś takiego było a nigdy wcześniej się nie pojawiało...
jakiś czas temu zastanawiałam się co i czy w ogóle te 'seanse' coś mi dają... i potem zauważyłam, że jednak się coś zmienia... stałam się bardziej otwarta i taka... bardziej pogodna, jaśniejsza i bardziej kolorowa (jakkolwiek by to zabrzmiało)... i całkiem mi się to podoba muszę przyznać :) i dziewczyny są zadowolone bo mówię ;)
o, i 'pogodziłam' się z M... rozmowa przebiegała jakby się nigdy nic nie wydarzyło... przyznaję, że się z tego cieszę...
lista poniżej jest dosyć długa... ani się z nią zgadzam ani się nie zgadzam czyli (jak mnie nauczyli na studiach) podejście sytuacyjne ‘to zależy’ ;) miłoby było gdyby mężczyzna spełniał te punkty ale czy nie byłoby za miło? Poza tym wynika z tego, że musiałby przez cały czas obserwować czy aby nie jestem zmęczona, wkurzona, smutna... miło jeżeli by to wyczuwał ale coś mi się zdaje, że facetom takie nastroje też się przytrafiają ;)
ale zróbmy może swoją listę cech, które idealny mężczyzna powinien posiadać:
1. bierze a nie pyta czy może – PODSTAWA
2. powinien poinformować mnie na samym wstępie, że ma żonę/dziewczynę...
3. musi być dla mnie partnerem do dyskusji (bo te uwielbiam)... może mieć styl prowokujący ale na pewno nie agresywny...
4. musi rozumieć moje nastolatkowe zapędy czyli np. zakochiwanie się w bohaterach moich ulubionych seriali...
5. może mieć złośliwe poczucie humoru...
6. musi polubić moich znajomych...
7. musi wykazywać zrozumienie dla naszych babskich nasiadówek (zwanych czasami sabatami)...
8. powinien umieć mnie zatrzymać w przypadku mojej nieodpartej chęci ucieczki...
9. raczej nie powinien być w typie posła Bosaka z LPR (czego chciałaby moja Mama)...
10. nie powinien być zbytnio pedantyczny bo raczej ja będę osobą rozrzucającą rzeczy po mieszkaniu...
11. powinien umieć i lubić gotować bo inaczej albo będziemy żywić się na mieście albo przymierać głodem...
12. nie może być emocjonalnym popaprańcem czy pasożytem...
13. powinien mnie przytulać i być czuły...
14. nie powinien mieć zapędów na okazywanie zbytnio uczuć w miejscach publicznych...
chyba na razie wystarczy... myślicie, że taki mężczyzna gdzieś istnieje? nie wspomniałam o wieku bo jakoś ostatnio poznaję/spotykam kolesi młodszych od siebie (czasami nawet bardzo)... gdzie się podziali ci w wieku odpowiednim? siedzą w domu z żonami i dziećmi?